Zakładki:
ALEX czyli o sobie samej
Jeśli nie uda nam się spojrzeć na życie z dziecinną prostotą i entuzjazmem, to gubimy jego sens."
"Kobiety ulepione są z gliny i złota. Z kłamstwa i wstrząsajacej siły. Z oszustwa i bezwstydnej prawdy"
"Mężczyzna żyje, aby osłodzić życie kobiecie, a umiera, aby jej było do twarzy w żałobie."
Muzyka
"Niewiele wie ten, kto dużo przeżył. Wiele wie ten, kto dużo podróżował."
"Śmiejcie się nie czekając, aż będziecie szczęśliwi, inaczej bowiem umrzecie, nie roześmiawszy się ani razu."
|
... bo kobiety są najlepsze....
niedziela, 24 stycznia 2010
Jeszcze istnieję
Żyję ;) Czasu brak, mała rośnie, raczkuje, pełza, chce wstawać, rozrzca moje majtki i kosmetyki po pokoju i łazience, nabija guzy i jest przesłodka. Kocham ją najmocniej na świecie. Ona jest całym moim życiem. W pracy za nią tęsknię i nie mogę doczekać się przyjścia do domu.
Studia to teraz maskara, same przepisy, normy, rozporządzenia, blee. No ale pół sesji za mną.
W małżeństwie źle. To taki stan, gdzie chcesz uciec, chcesz się schować, chcesz go zabić, ale chcesz z nim jednak być.
"Znajdź sobie takiego męża, który robi to co chcesz, wiecznie cię słucha, na wszystko się zgadza i w dodatku jest eunuchem" - nawiązanie do braku seksu. Jak mam się pieprzyć, jak go mam ochotę zabić i wyrzucić przez okno, nie potrafię tak. Poza tym padam z nóg. I jeszcze: - To następnym razem wyślij mamie sms-a o której mała ma jeść kaszkę - Mamie nie muszę wysyłać sms-ów, ona wie, o której Marta je - Przynajmniej jedną osobę sobie wytresowałaś.
itd
ej sorry, widziały gały co brały, ja nigdy nie byłam cicha, skromna i małomówna... może mieć pretensje o brak seksu, ale na pewno nie o to, że jestem jaka jestem, mimo, że staram się taka nie być.
Poza tym łeb mnie boli ciągle, a tak to wszystko ok :)
środa, 28 października 2009
Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat...
Praca, studia, dom i dziecko to za dużo jak na mnie. Wiem, że są kobiety, które doskonale dają sobie radę - ja nie.
Marta słodziutka jest. Robi pa pa i brawo, zazwyczaj jedno po drugim, ma dwa ząbki i chce ciągle stać, ale sama nie potrafi się wkurza wtedy, a jak się wkurza to wrzeszczy :D
Poza Martą wszyscy i wszystko mnie wkurza. I coś mam znów nie tak, od porodu brak okresu, pryszcze, tłuste włosy, za dużo kilogramów. A po porodzie miało się wszystko unormować - jasne...
No nic, przeżyję jakoś. Znów biorę Diane i ok, po 3 miesiącach będę mieć pewnie znowu ładną cerę. Nie podobam się sobie nic a nic.
środa, 08 lipca 2009
Beztroskie lata minęły.
Trochę tęsknię za "dawnymi" czasami, za tą beztroską, wakacjami, gdzie wydawaliśmy pełno kasy, łaziliśmy po górach i restauracjach i kochaliśmy się w hotelu tak, że wszyscy słyszeli... za oglądaniem filmów, spaniem rankiem i niespaniem w nocy. Teraz, przy Pyzie to ja o 22 padam. Zdałam sobie sprawę, że straciłam beztroskę.
No ale, tak to jest, żeby coś zyskać, coś trzeba stracić... A zyskałam mojego Pyzolka kochanego. Moja córeczka to najcenniejszy dar od życia.
piątek, 29 maja 2009
Cienie
Prawie cały mój czas zajmuje Martunia, jest taka absorbująca, że nie jakbym chciała coś o niej napisać, to niestarczyłoby czasu ; ) Minął baby blues - to było straszne, płakałam bez końca i miałam nieustające uczucie, że jestem złą matką. Myślałam, że moje dziecko będzie aniolkiem,ślicznym bobasem z reklamy, a ja zadbaną, uśmiechniętą mamusią. A tymczasem Marta była wiecznie płaczącym diabełkiem, a ja zmęczoną matką z nadwagą ( podczas ciąży przytyłam 20 kilo, zrzuciłam 11) Myślałam, że zakocham się w moim dziecku, będę na nie tylko patrzyła i nic więcej nie robiła, a ono będzie pół dnia spało ;) Teraz jest lepiej, dograłyśmy się i jest super. No i Marta ma 2,5 miesiąca i jest już taka większa, dużo obserwuje, bawi się, uśmiecha do mnie. Jest cudem! Ale pierwszy miesiącmacierzyństa był dla mnie koszmarem, co nie znaczy, że jej nie kocham! :)
środa, 01 kwietnia 2009
środa, 25 marca 2009
Księżniczki są w domciu
Od poniedziałku, ale nie miałam głowy do tego. Martunia urodziła sie 19 marca. Sam zabieg był ok, miałam boskiego anestezjologa, gadał ze mną, rozśmieszał mnie, nawet pogłaskał, ale to nie molestowanie - coś mnie wzięło, ciśnienie spadło mocno, potem dostałm histerii - pewno emocje. Dostałam jakiś zastrzyk i film mi się urwał, ale to już po tym jak zobaczyłam Martunię. Czułam szarpanie, potem usłyszałam krzyk i zaczęłam płakać ze szczęścia, za chwilkę taka miła położna przyniosła mi w ręczniku rozczochraną Martunię, niezapomniana chwla, ale nie da się opisać. A potem właśnie zaczęłam się dziwnie czuć i reszty operacji nie pamiętam. Jak mnie przenosili to się ocknęłam, anestezjolog ciągle mi rozkałdał ręce (jak leżę na plecach to składam ręce tak jak trupom się składa, taki odruch dziwny). W końcu dał mi ręce pod kłodrę, potem nagle byłam na korytarzu i mój mąż mnie głaskał, pomacałam brzuch - nie płaski, ale taki mały, że szok, jakieś butelki leżały na łonie, jakaś kroplówka się sączyła, nogi jak z galrety. A potem mąż prywiózł Martunię i się jej przyglądaliśmy. Jest cudowna i tyle :)
niedziela, 01 marca 2009
:)
W piątek się wystraszyłam, bo cały dzień jej nie czułam. Pojechałam na ktg i wtedy mała zaczęła szaleć, te położone patrzyły się na mnie jak na kretynkę, dziecko się jej nie rusza, a nagle zaczyna skakać, tak, że matce cały brzuch faluje. Pewno pomyślały, że jestem totalną histeryczką, no ale trudno, ja się uspokoiłam, mąż też i spaliśmy wtedy bardzo dobrze :) Przy okazji okazało się, że mam skurcze non stop, ale ich nie czuję, to takie przepowiadające są, dziś miałam trzy takie dość mocne, ale to tylko trening, myślę, że tydzień jeszcze będzie ok, a może i dwa, może jednak dotrzymamy do tego 16, ale zobaczymy. To 36, już prawie 37 tydzień, więc nawet jakby Martunia już chciała wyjść to żaden kłopot.
piątek, 27 lutego 2009
Martwię się
Martwię się, bo mała się mało rusza, mam nadzieję, że ma mało miejsca, w końcu jest duża i tak ułożona, że cięzko jej skakać. Ma pupę na dole, głowe u góry, nogi prawie na głowie i gdzieś tam ręce. Czuję ją czasem, ale mało. Wyraźnie czuję tylko czkawkę, miała ją wieczorem i nad ranem, a tak to cały dzień prwie się nie rusza.
Odszedł mi czop śluzowy, przynajmniej mój lekarz stwierdził, że to był ten czop, ale to moze być nawet 3 tyg przed porodem. Teraz czuję takie lekkie skurcze, ale mało bolesne i nieruguralne, więc jeszcze nie rodzę. Lekarz stwierdził, że raczej nie doczekam do 16 i może spotkamy się wcześniej w szpitalu - zobaczymy :) Cesarką też się martwię, ale przeciez tyle kobiet ją miało. Dość martwienia, idę oglądać "Przyjaciół"
Jakoś mi dziwnie
Mała już nie jest taka mała, ma ponad 3 kilo. 16 do szpitala na cesarkę, bo Marta się wypięła i ma tyłek nad moją szyjką ;) ale pewnie zanim potną to minie parę dni, więc może 18-20.
Czuję się ficzynie ok, ale tak ogólnie to do kitu. Nie mogę na siebie patrzeć, nic mnie nie sieszy - oczywiście poza dzidzią. Mam ochotę wiecznie płakać i sama nie wiem skąd to się bierze, przecież powinnam się cieszyć. W nocy się budzę i nie moge złapać oddechu i boję się, że umrę. Staram się mysleć pozytywnie, ładnie wyglądać, relaksować - wszystko żeby czuć się lepiej, ale słabo to wychodzi. Staram się nie skupiać na sobie, bo będzie jeszcze gorzej, więc prasuję ciuszki, czytam o ciąży, porodzie, dzieciach. Non stop jestem śpiąca, w nocy spać nie umiem, w dzień tez nie. Próbowałam drzemać po południu, ale się nie da. Jak mąż idzie do pracy to śpią od 6 do 9 a potem mama nawija i się budzę, jem i tak leżę do 12 w pidżamie zwykle. Nic mi się nie chce i zmuszam się, żeby się ubrać. Nie wiem skąd ten nastrój, miałam kiedyś tak i nazwali to depresją, ale dlaczego teraz jak jest tak dobrze? :|
czwartek, 12 lutego 2009
Takie tam
Jakimś cudem udało mi się zaliczyć sesję, a więcej mnie nie było, niż było. Wykładowcy litowali się na ciężarną i tam gdzie zaliczenie było tylko na zalkę, dawali mi je bez problemu. Gorzej będzie w czerwcu bo wtedy jest pięć egzaminów, no ale na pewno się uda.
Jestem niewyspana, mój mąż do 12 ogląda telewizję, potem idziemy spać, on zasypia w ciązu minuty a ja się męczę. Od 12 do 6 wstaję 3-5 razy siusiać, potem dzwoni jego budzik, on puszcza wodę w łzieńce to znów musze sikać jak to słuszę, jak jedzie do pracy to ide spać i najchętniej spałabym do 12, ale moja mama zaczyna gadać przez telefon i drze się na pół domu i zwykle budzi mnie po ósmej. A w dzień to ja spać nie potrafię, próbowałam, nie da się. Jestem zmęczona.
Brzuch jest spory, ale cycki mi nie urosły nic!!! Ponoć jeszcze mogą się powiększyć - zobaczymy. Do szpitala trzeba mieć stanik do karmienia, ale ja nie wiem jaki rozmiar kupić, na raie kupiłam 85C i 85B - bo była promocja, tylko 10 zł a jakby mi nie urosły to akurat.
Remont stanął w miejscu, boję się, że jakby Marta chciała sobie wyjść wcześniej to pokój będzie niewytapetowany, niech sobie spokojnie siedzi w brzuszku. O właśnie się odezwała, a dokładniej walnęła mi głową w przeponę. Jak dłuzej nie jem (tzn jak nie jem non stop) to ona ma czkawkę, pewno łyka za szybko wody płodowe, bo jest głodna. Ciekawe ile teraz waży, niespełna 3 tyg temu miała 2 kilo, kolejna wizyta dopiero 23, już nie mogę się doczekać. Kobiety w ciąży powinny być na stałe podpięte do usg i ktg. Ostanio Marta miała lenie i przez 3 dni prawie nic się nie ruszała, myślałam że dostanę zawału, ale potem jak się rozkręciła to nie dała mi spać przez dwie noce, a teraz rusza się czasami.
|